wtorek, 13 października 2015

Marry Kiss Cliff Tag

Witajcie!

I znów nadeszła pora na nadrobienie zaległości w TAGach. A kilka mnie się ich nagromadziło, naprawdę wartych uwagi, odpowiedzenia na nie. Jednym z nich jest właśnie Marry Kiss Cliff TAG, czyli szastanie facetami z książek na prawo i lewo. Marzenie, nie? Stąd też od razu po nominacji od Aoi Akumy z bloga Bo kocham czytać! (post zawiera lokowanie super bloga :|), za którą jej serdecznie dziękuję, zabrałam się do pracy. Z góry przepraszam za brak zdjęć własnych, ale prace i zajęcia wszelakiego rodzaju gonią mnie bez przerwy i nawet nie mam kiedy sięgnąć po aparat. Właśnie z tego względu postanowiłam opatrzyć się o nowoczesne technologie, jakimi jest generator liczb losowych. Aby sprawdził się jak należy, każdego przystojniaka opatrzyłam numerkiem od 1 do 15. Strona losuje 3 cyferki i tak oto powstaje jedna runda. Rund przewidziałam pięć, gdyż więcej.. no, myślę, że tyle wystarczy. A i starałam się dobierać takich bohaterów, aby jak najwięcej z Was ich choćby kojarzyło. To do roboty!

Tak prezentuje się cała lista postaci:
  1. Edward Cullen - Saga Zmierzch
  2. Jacob Black - Saga Zmierzch
  3. Jace Herondale - Dary Anioła
  4. Sebastian Verlac - Dary Anioła 
  5. Xavier Woods - Blask
  6. Jake Thorn - Blask
  7. Maxon Schreave - Rywalki
  8. Aspen Leger - Rywalki
  9. Król Clarkson - Rywalki
  10. Ren Rajaram - Klątwa tygrysa
  11. Kishan Rajaram - Klątwa tygrysa
  12. Ethan - Strażnicy Veridianu
  13. Ethan Wate - Piękne istoty
  14. Will Cooper - Pułapka uczuć
  15. Noe - Przeznaczeni
Dla skojarzenia tytułów, wszystkie okładki książek, z których brałam bohaterów:

  
   


Zaczynamy zabawę!

Runda nr 1: Jace Herondale - Król Clarkson - Will Cooper
Nie bawiąc się w niepotrzebne podchody, Clarkson za całokształt swego wyrazistego charakteru ląduje z hukiem za burtą. Tym sposobem pozostaje dwóch ideałów: anioł vs. nauczyciel poezji. Kocham Jace'a całą powierzchnią serca, ale ponieważ ma on zapewne więcej fanek od Willa, a ja nie chcę żadnej podpaść, bo sama kilka znam.. Will na męża, a młody Herondale musi zadowolić się pocałunkiem. Oczywiście postarałabym się, aby nie czuł się nadto poszkodowany. (:|). 
 Runda nr 2: Sebastian Verlac - Xavier Woods - Ethan Wate
Ee, banalny konflikt. Sebastian nawet nie ma czego u mnie szukać: czarny charakter też ten charakter mieć musi, w innym wypadku: z klifa go! Verlac przepadł. Definitywnie preferowałabym iść w kierunku ołtarza, przy którym czekać na mnie będzie przystojny, wrażliwy Xavier. A Ethan.. no cóż, do mych faworytów się nie zalicza, ale buziaka w policzek chętnie mu sprezentuję.
  Runda nr 3: Jacob Black - Ren Rajaram - Ethan
Oj, oj, oj.. Cóż mam teraz uczynić? Jacob to jedna z dwóch (druga punkt niżej :|) mych wielkich, wczesnomłodzieńczych miłości. Darzyłam go sympatią nawet gdy zarzucał swymi długimi, kruczoczarnymi włosami przed przemianą w wilkołaka. Ale Ren.. no, zdaję sobie sprawę, że w pojedynku wilk vs. tygrys, Ren miałby ciut większe szanse. A i nutka egzotyki nigdy nie zawadzi. Jake: całus, Ren: domek z ogródkiem pałac z ogrodem, a Ethanowi pozostaje zrzut. Ale, że urazu do niego nie mam postaram się, aby bezpiecznie wylądował. W miarę.
Runda nr 4: Edward Cullen - Jake Thorn - Maxon Schreave
Zacznijmy od tego, co rozwiążemy bezproblemowo: Jake wypada. Nawet gdyby żaden z kandydatów nie musiał cierpieć, podjęłabym taką, a nie inną decyzję. No, nie lubię go, no. (>:|). A teraz weź się Limo zdecyduj: Edward czy Maxon. Czuły wampir ratujący Cię co raz z opresji czy delikatny książę wybierający Cię na swoją księżniczkę. A może tak mini-haremik? ( :D). No dobrze, księżniczką chciałam być już w przedszkolu, czyli wybieram Illeę. Najwyżej w podróży poślubnej zahaczymy o Forks i wtedy zrekompensuję Edwardowi straty moralne.
Runda nr 5: Aspen Leger - Kishan Rajaram - Noe
Uff, i końcówka pójdzie sprawnie. Z Noem się żegnamy, bo przeznaczona gitarzyście być nie chcę. Aspena całuję, pomimo bycia w teamie Maxona - dobry gwardzista nie jest zły (:|). A z Kishanem.. a raczej na jego tygrysiej osobie, pogalopujemy w stronę zachodzącego, indyjskiego słońca.

Koooniec. W rozgrywce można by powiedzieć, że wygrałam ja, gdyż wyszłam z niej z pięcioma mężami. ( :D). Do tego dorzucić pięciu adoratorów... i chętnie zabawię się kiedyś w podobne TAGi. Naprawdę warto, choćby dla pobudzenia wyobraźni, przyjemniejszych snów. I właśnie dlatego, wyjątkowo postanowiłam, że nominuję dwie osoby do kontynuowania tej zabawy:

  • Kitty - przygotuj się, że będziesz obdarzana ode mnie każdą możliwą nominacją :D
  • Kuba - chętnie zobaczyłabym ten TAG w wersji damskiej. W sensie.. wersja męska, ale damskie kandydatki. Rozumiesz. :D
Mam nadzieję, że znajdziecie chwilkę na takiego posta, a tymczasem: do zobaczenia!

piątek, 9 października 2015

QUOTE #0

Bardzo lubię odpowiadać na TAGi. Naprawdę. Wiem, że niektórzy również lubią je czytać. Cieszy mnie to niezmiernie. W związku z takim układem, pomyślałam, że fajnie byłoby stworzyć serię postów typowo pytaniowo-odpowiedziowych. Ale, nie! Nie Q&A. Tak byłoby za prosto, życie należy sobie utrudniać. Na LimoBooks funkcjonować będzie Question Time, czyli mówiąc po polskiemu: czas pytań. Wiadomo, aby nie męczyć palców tak dłuuugą nazwą, można by co niektóre literki poskreślać. A niektóre zostawić. Tak oto: 

QUestiOn TimE -> QUOTE -> Quote -> cytat.


Ładna nazwa, a i zapamiętać nietrudno. Zatem, Quote, to od dzisiaj nasze, limonkowe Q&A.

Chętnie już w tym poście rozpoczęłabym odpowiadanie na pytania, ale, że takowych jeszcze w zanadrzu nie posiadam.. będziecie musieli zadowolić się tą krótką notką informacyjną. Oczywiście wszystko może się zmienić, o ile na dole, w komentarzach, otrzymam od Was kilka zdań zakończonych znakiem zapytania. Naprawdę to nic trudnego. 

Preferuję pytania o książki, czytelnicze nawyki, zwyczaje. Innymi również nie pogardzę, aczkolwiek nie obiecuję, że na wszystkie odpowiem. Są tematy, na które lepiej pomilczeć. (:|).

Tyle z mojej strony, czekam na Waszą inicjatywę. Pytania możecie zadawać pod tym postem, jak i pod każdym innym. Postaram się je na bieżąco zbierać, odpowiadać i co jakiś czas publikować w formie jednego wpisu. Proste, prawda?


***

Naprawdę bardzo Was przepraszam za chwilową nieobecność w blogosferze, brak moich komentarzy na Waszych blogach i postów na moim. Ale przez cały tydzień nie mam praktycznie ani chwili na wejście na Bloggera. 5 minut trudno mi wyłuskać ( A chciałabym spędzać tu całe godziny :C). Ambicje nie sługa, uczyć się trzeba. Dlatego wybaczcie mi nieco opóźnione posty. Nawet nie mam książek do recenzowania (znaczy się.. książki na półce półkach stoją, ale nie ma ich kto i kiedy czytać :_:). Co wieczór moją jedyną lekturą jest podręcznik przedmiotu, z którego mam następnego dnia klasówkę. A to niezbyt atrakcyjny materiał na recenzje, uwierzcie mi. Mogę Wam, w takim razie, co najwyżej opowiadać o kariotypach, egalitaryzmach i Sehenswürdigkeitenach. (:D ). 
Wiem również, że każdy czytelnik preferuje inne typy postów: recenzje, TAGi, stosiki. Z tych wszystkich rodzajów, najłatwiej jest mi pisać te 'nie-do-końca-książkowe', gdyż nie wymagają książki, czyli kilku godzin lektury. Na pewno nie zaniecham wstawiania recenzji, aczkolwiek w razie gdyby nieco częściej pojawiały się różne.. nie-recenzje.. no, wybaczcie mi. 
Obiecuję, że się poprawię, ale nie mam pojęcia kiedy. Na razie, umówmy się na co najmniej jeden książkowy post w tygodniu, z czasem będę sobie wszystko układać to i tu sytuacja się, mam nadzieję, rozwinie. 
Trzymajcie kciuki! :)

niedziela, 4 października 2015

Michael Crichton - Park Jurajski

Liczba stron: 510
Wydawnictwo: Dream Books
Cena wydawnicza: 39,90 zł
Cena nabycia: 25,99 zł (Biedronka)


O czym książka?
A o takim tam zoo na kostarykańskiej wyspie. Nic specjalnego. Ledwo kilkanaście wybiegów, jeden hotel, jedna atrakcja turystyczna w postaci niedopracowanej trasy jeepowej. Na dodatek ciągle pojawiające się nowe usterki oraz wadliwe ogrodzenia. Szczerze powiedziawszy nie wiem, na co liczył John Hammond, kreator tegoż parku, ale kasy to by z tego chyba dużo nie miał. No chyba, że weźmiemy pod uwagę jeszcze jeden, drobny, wręcz nic nieznaczący aspekt wyspy: lokatorów. Bo w sumie.. nie na co dzień widuje się stada dinozaurów spacerujących po łąkach i dolinach, nie? A tutaj, 238 osobników. I to na dodatek same samice! Zero facetów! Tak idealnego społeczeństwa jeszcze świat nie widział. (:D).
Do tego odizolowanego świata, przybywa Alan Grant - znany archeolog, który wraz ze swoją pomocnicą Ellie zostaje zaproszony na obejrzenie parku przed otwarciem. Taki pokaz przedpremierowy. Szkoda tylko, że ten pokaz szybko zamienia się w kino 10D. Bo tak właśnie się dzieje, gdy pojawiają się zwierzęta niemające prawa istnieć.  

Wygląd:
Z góry uprzedzę, że oceniam wygląd okładki najnowszego wydania, bodajże z 2015r., które pojawiło się przed premierą filmu 'Jurassic World'. I mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że dla mnie wygląd jest genialny. Prosta, wyrazista, wyróżniająca się w tłumie grzbietów jak i okładek. Postawiono na minimum kolorów: czarny, czerwony i biały. Co prawda, uwielbiam wesołe barwy napawające optymizmem jak cytrynowy czy limonkowy (^^), to w tym wypadku raczej by się nie sprawdziły. No niestety. Bądź co bądź. Jedyny stricte graficzny element to logo parku z nazwą zachowaną w oryginale, co, przynajmniej moim zdaniem, nadaje szczypty autentyczności do historii. Czerwony, skontrastowany grzbiecik nie niszczy się (a przynajmniej nie zrobił tego podczas kilkudniowej lektury książki, za co jestem mu serdecznie wdzięczna c:). Wszystkie litery odcinają się od tła inną fakturą, 'śliskością' (jak ja bym nazwała to zjawisko :D). A na koniec mój ulubiony punkcik programu czyli dwa drapnięcia tylnej strony okładki. Co prawda, bardzo nie lubię, gdy ktoś bezczelnie dewastuje me książki, ale w tym wypadku.. no podaruję. Wyjątkowo. (:|). 

Koncepcja:
Nie ma co ukrywać, iż autorzy nie lubią dinozaurów. A przynajmniej niechętnie umieszczają ich w swoich powieściach. Dlaczego? Nie wiem. Chyba po prostu to też trzeba umieć. Dinozaur - kawał zwierza, nie tak łatwo go okiełznać, zachowując przy tym naturalne zachowania. Zwłaszcza na kartce papieru. Właśnie z tego powodu, składam ukłon w stronę Crichtona. Do samej ziemi. Czymś wielkim jest wykreowanie tak genialnej historii, która wbrew pozorom, nie jest skomplikowaną, a tym bardziej niezrozumiałą. Poprzez sam fakt wykorzystania prehistorycznych potworów aż do połączenia tego z porządnie zbudowaną, naukową otoczką oraz niesamowicie realistycznymi opisami akcji. Te trzy elementy stanowią trzon powieści, wybraniający całą treść. 
Wiadomo: gdy człowiek czymś się interesuje, to i przyswajanie informacji na dany temat wydaje się być banalnie proste, stanowi przyjemność samą w sobie. Jakim pasjonatem zatem musiał być Michael skoro poza fascynującą fabułą, 'Park Jurajski' stanowi istne kompendium wiedzy o świecie sprzed 65 mln lat. Dostajemy wplecione w tekst wiadomości o poszczególnych gatunkach dinozaurów, które wraz z opisem wyglądu, stanowią wręcz encyklopedyczną notkę. Co zabawne, sami, za pomocą własnej wyobraźni, posługując się wyłącznie tekstem, tworzymy obraz zwierząt. A najfajniejszy z tego wszystkiego jest moment, gdy wyszukujemy w Google Grafika ilustrację przedstawiającą danego osobnika i co? I zgadza się z tą, którą 'namalowaliśmy' w naszych głowach. 
Jednym słowem: aby stworzyć taką powieść musiałabym chyba przesiedzieć przed czystą kartką od jury po czasy współczesne. A Crichton? W 1990 pierwsza część, w 1995 druga. Nic tylko zazdrościć.


Bohaterowie:
Hm.. To jedyny element 'Parku' stojący na ciut niższym szczeblu od pozostałych. Rzecz jasna, wykreowani zostali dobrze, mieli swoje, jako takie charaktery, szczególne cechy, zachowania. Zabrakło mi natomiast jakiś konkretnych osobowości, które można by było z książką Crichtona kojarzyć. Postaci, którą bez dwóch zdań mianowałabym moim literackim faworytem. 
Pojawia się Alan Grant, najbliższy oczekiwaniom, jakie pokładałam w bohaterach. Archeolog, zdeterminowany, zafascynowany swoją pracą, dążący do jak największych sukcesów w swojej dziedzinie, które niewątpliwie osiąga. Nie raz widać jego zamiłowanie dinozaurami podczas obserwacji zwierząt w parku. Nawet gdy uciekał przed tyranozaurem, potrafił zanotować w pamięci istotne informacje przydatne podczas prac archeologicznych. To dopiero profesjonalista! (:D)
Reszta postaci chwilami stapiała się mi w jedną masę. Przyłapywałam się na chwilkach, gdy wertowałam strony w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania: 'A ten to kto?','No kim on był, no?'. Zwłaszcza problem stanowiło dla mnie połączenie nazwiska do imienia. Gdy poczyniłam taki postęp, lektura poszła jak z górki. 

Fabuła:
Ohoho! Aż trudno się wysłowić. To trzeba zobaczyć, to trzeba przeczytać. I tyle. Jeśli chodzi o fabułę, to w tej książce odnalazłam jej idealny schemat dla mnie. Takie powieści mogłabym czytać bez ustanku, nie nudząc się ani na minutkę. Jak to wygląda? Najprościej mówiąc: zaczyna się niewinnie, luzik-bluesik. Nagle dowiadujemy się o atakach krwiożerczych jaszczurek. Śmiejecie się? Żeby Wam mina nie zrzedła, bo to dopiero początek. Przerzucamy się już do prawdziwej historii. Tu również pierwsze strony mogą się wydać ciut niemrawe (nie wiadomo 'o co kaman', jakby to powiedziała nowoczesna młodzież :| ).  Ale, ale! Otrzymujemy ofertę lotu na egzotyczną wyspę, na której powstaje jedyny w swoim rodzaju park rozrywki! Co robimy? No, jedziemy, jak inaczej? Na dodatek, za friko możemy sobie wszystko pooglądać, niby to jako 'profesjonalista' ocenić, doradzić. Będzie zabawa! Jednak wakacje szybko się kończą, gdyż postanawiają zabalować inni lokatorzy kurortu. Aj, zaczyna się jazda! Środek głuszy, noc, burza. Żadne środki komunikacji nie działają, jesteśmy sobie w jeepie, który przestał jechać i dalej nie pojedzie. Prąd wysiada, a więc ten w ogrodzeniach również nie płynie. Czas otworzyć główną atrakcję pt. "Kto zje mnie pierwszy?" (Przepraszam za ten makabryczny żarcik :D).
Oczywiście z ogromną przyjemnością bym dokończyła opisywać fabułę, ale chciałam jedynie rozgrzać atmosferę, abyście z większą chęcią sięgnęli do książki. Bo to co Wam zaserwowałam przed chwilą to jedynie przedsmak przedsmaku tego, co dzieje się dalej i jak autor buduje tę historię. Ogromna ilość dynamicznych momentów, podnoszących ciśnienie niczym wiatr piórko. Wielokrotne przemycanie różnorakich teorii z dziedziny archeologii, biotechnologii. Nic tylko zastanawiać się, czy to mogłoby zdarzyć się naprawdę.. 

Do końca..
Rekomendacje wydawców gazet takich jak Los Angeles Times czy The Detroit News nie kłamią. Sama z chęcią bym się do nich dopisała. Książka to jedyna w swoim rodzaju historia, której nikomu nigdy nie uda się przebić. Dlaczego? Nie tylko ze względu na świetny, plastyczny język autora czy wykorzystanie zwierząt jakimi są dinozaurami. Nietrudna sztuka stworzyć kilka podobnych powieści. Ale zaopatrzyć treść w taki ogrom informacji, wiedzy i połączyć to jeszcze z dynamiką oraz wielorakimi emocjami? Nie pozostaje mi nic innego, jak odstawić 'Park Jurajski' na oświetlony postumencik, po czym udać się na polowanie drugiego tomu Crichtona z serii prehistorycznych. Do tej pory dinozaury znacząco mijały się z 'moją bajką'. Po lekturze powieści Michaela czuję, że wyprawa do takiego parku stałaby się wymarzoną, niezapomnianą przygodą. Oczywiście, jeśli wszystko działałoby już jak trzeba. (Aż taką desperatką nie jestem :D)





Więcej zdjęć: