środa, 9 marca 2016

3 niespełnione marzenia małych dziewczynek

Witajcie!

Z okazji wczorajszego Dnia Kobiet, postanowiłam przygotować dla Was lekki post tematyczno-książkowy. Stwierdziłam, że wyróżnię się z tłumu, publikując go dzień później (Zapominalstwo? No gdzież! Zamierzone działanie :D). Chciałabym w nim w kilku zdaniach, przedstawić 3 najbardziej powszechne marzenia, które od czasu do czasu przemykają przez głowę małym dziewczynkom, takim jakimi my (zwracam się do damskiej strony czytelników) byłyśmy kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat temu. Czasy się zmieniają, ale pewne "klasyki" pozostają, prawda? Sprawdźmy zatem, o jakich pragnieniach mowa oraz, co stanowi najistotniejsze urozmaicenie postu, jak autorzy powieści młodzieżowych, rozwijają je w swoich książkach, dając szansę na podtrzymywanie dziecięcych myśli. 

Przeżyć mnóstwo różnych przygód
DZIEWCZYNKA: Gilbert Delahaye - Martynka
Jedna z ulubionych serii książeczek z mojej dzieciństwa. Nawet jeżeli w wieku kilku lat nie zapoznaliście z tą przeuroczą dziewczynką, polecam Wam zajrzeć do opowiastek z jej udziałem, teraz. Nawet jeżeli zawarte na kartkach historyjki już nie wzbudzą w Was wielkich emocji, warto to zrobić dla samych, przepięknych ilustracji. 
Martynkę można bez dwóch zdań, uznać za dziewczynkę bogatą w doświadczenia. Jak bowiem głoszą tytuły poszczególnych części, bohaterka, w ciągu swojego niedługiego życia, zdążyła być w wesołym miasteczku, przeprowadzać wielkie sprzątanie, tańczyć, zaprzyjaźnić się z wróbelkiem, odwiedzić ciocię Lusię, lecieć balonem, spotkać czarownicę oraz pójść na bal. Któż by nie chciał tak aktywnie spędzić dzieciństwa?




NASTOLATKA: Tanith Lee - Piratika
Z przeczytanych przeze mnie w ubiegłym roku książek, tę mogę postawić na podium w kwestii nietuzinkowych, różnorodnych przygód i pomysłów, towarzyszących głównej bohaterce, nastoletniej Art. I piraci, i aktorzy, i złodziejaszek: każdy dostarczał jej nowej porcji rozrywki - nam, czytelnikom, również. Chociaż wydawać by się mogło, że historia bardziej wpasowuje się w klimaty dziecięcych baśni, gwarantuję Wam, że te dojrzalsze mole książkowe także przyjemnie spędzą czas z tą lekturą, a docelowo jest ona skierowana raczej do młodzieży.

(RECENZJA)



_________________________________________________________________________
Mieć magiczne moce 
DZIEWCZYNKA: Prunella Bat - Milla i Sugar
Czasem, gdy przeglądam książki dla dzieci (a uwielbiam to robić: mogłabym dostawać w prezentach prawie wyłącznie takie! ^^), zastanawiam się, dlaczego pozycje dla młodzieży bądź dorosłych nie posiadają tak pięknych lub przynajmniej przyciągających wzrok, ilustracji? Przecież starsi też je uwielbiają! W przypadku serii "Milla i Sugar", w nasze ręce wpadają uroczo ozdobione książeczki z lekko usztywnianymi stronami, twardą okładką w obwolucie oraz kontrastowymi, żywymi kolorami, którymi pokolorowane są liczne rysunki. Ale nie o wyglądzie mam tu rozprawiać..
Wydaje mi się, że ten cykl nie był (teraz tym bardziej) znacząco popularny wśród szerszego grona odbiorców. A szkoda, gdyż świat zaproponowany nam przez autorkę, który kręci się wokół niewielkiego miasteczka: Old Town, to po prostu bajkowa kraina. Znajdziemy w nim przemądrzałą chomiczkę Albertynę, Akademię Wróżek i przede wszystkim: dwie 10-letnie czarownice, czyli dziewczyny z tytułu. W każdym tomie wpadają one w inne tarapaty, rozwiązując zagadki, chroniąc magiczne tajemnice oraz szkoląc swoje umiejętności. Naprawdę warto przebrnąć przynajmniej przez jeden tom - która dziewczynka nie pragnie móc zmienić czegoś za pomocą mocy wróżki?



NASTOLATKA: Mats Strandberg & Sara Bergmark Elfgren - Krąg
Wkraczając w obszary literatury młodzieżowej, cukierkową magię przeważnie ubiera się w otoczkę mroku, napięcia i czającego się w ukryciu zła. I tak oto pojawia się zespół pięciu nastolatek, które odkrywają, że różnią się od innych przez możliwość panowania nad poszczególnymi żywiołami przyrody. Jednocześnie muszą stanąć przed wyzwaniem poznania siebie nawzajem, zgrania i rozpoczęcia działania jako grupa, gdyż do ich umysłów zaczynają docierać niepokojące myśli, pragnące rozbić siłę, jaka w nich drzemie.
Trudno byłoby znaleźć bardziej.. schematyczny rodzaj mocy niż ta opisana w trylogii Engelfors. Nic w tym oczywiście złego, gdyż właśnie ten sposób ukazywania magii przypomina o czarach towarzyszących mi kilkanaście lat temu. (Wiecie: Witch, Winx, te sprawy :D) Właśnie z tego powodu, przyjemnie jest odkryć na nowo predyspozycje tych mocy, wykorzystując je w powieściach dla nieco bardziej zaawansowanych czytelników.


_________________________________________________________________________
Zostać księżniczką
DZIEWCZYNKA: Vivian French - Klub Tiary
Ten obszerny zestaw chudziutkich książeczek uznałabym za podręcznik zachowania młodej księżniczki, a zatem idealnie sprawdzał się (i robi to nadal) w roli pomocnika do snucia marzeń o życiu w akademii pretendentek do tronu. O tym też owe historyjki opowiadają: o kilkunastu panienkach, które kształcą się w takiej szkole, uczęszczając na lekcje tańca, szycia sukien balowych, oraz wyprawiania przyjęć. Każdy tom ma inną główną bohaterkę, zatem wertując wszystkie, poznamy całkiem spore grono "koleżanek po fachu". Z tego co pamiętam, etapy edukacji podzielone zostały przez autorkę na kilka szczebli, dzięki czemu otoczenie szkoły i rodzaje prowadzonych w niej zajęć nie nudzą się wiernemu czytelnikowi. Nie mówiąc już o przeżywanych przygodach: skoro tyle dzieje się w normalnej szkole, w miejscu pobytu księżniczek, królowych, wróżek, a nawet smoków, nie może być nudno!



NASTOLATKA: Kiera Cass - Rywalki
Cóż tu dużo mówić.. Mnóstwo osób za argument przekreślający serię "Selekcja" podaje dziecinną koncepcję, skierowaną wyłącznie do młodszych czytelniczek. A ja, jako wielki obrońca mojego najskrytszego marzenia się z takim zdaniem NIE ZGODZĘ! (I nikt mi nie zabroni :D). Powieść tworzona przez Kierę Cass czerpie wiele wzorców z klasycznych baśni, ale tak jak w przypadku "Kręgu" przetwarza je na własne potrzeby: potrzeby dystopii pomieszanej z romansem i nutą dramatu. I chociaż fanom pereł literatury światowej bym tego cyklu nie poleciła, książki zaskarbiają miłość czytelników dzięki magicznie czarującej otoczce, królewskiemu klimatowi kojarzonemu ze wspomnień, pięknych opowieści wysłuchiwanych na dobranoc. (Tak, tak prezentuje się moja głęboka teoria :|). Kiedykolwiek przemknęło Ci przez głowę zamieszkanie w zamku lub jazda na białym koniu z przystojnym księciem? Chwytaj po "Rywalki" i sprawdź, jak w tej roli sprawdziła się.. nie, nie mała dziewczynka. Nastolatka. Pomyślałby kto!




***
Czy któreś z powyższych marzeń pokrywa się z Waszymi jako dzieci? A może dalej chciałybyście móc latać bądź chodzić z koroną na głowie? Jakie inne książki przyporządkowałybyście do poszczególnych kategorii? Piszcie! :)

niedziela, 6 marca 2016

Bree Despain - Dziedzictwo mroku

Liczba stron: 436
Wydawnictwo: Galeria Książki
Cena wydawnicza: 39,90 zł
Cena nabycia: 8,99 zł (Biedronka)
Seria: Dziedzictwo mroku
Tom: I

O czym książka?
Chociaż po lekturze pierwszego tomu serii, trudno pominąć fakt, iż wszystko kręci się wokół wilkołaków, gdy sięgamy po książkę potwierdzenia tej informacji nie znajdziemy ani w okładce, ani w opisie. Możliwe, że na tym polega częściowy zabieg tajemnicy, zaskoczenia. Nie martwcie się jednak: nie jest to jedyny sekret, zatem nie zdradziłam Wam właśnie największego spoilera z możliwych. Po prostu do końca recenzji i tak gdzieś wymsknęłaby się z któregoś zdania ta niespodzianka. Lepiej więc na początku przestrzec: uczuleni na psią sierść powinni uważać.
Historia zawarta w "Dziedzictwie mroku" opowiada o losach Grace - córki miejscowego pastora. Dziewczyna, jak to nastolatka, uczęszcza do szkoły - Holly Trinity, gdzie jej ulubionymi lekcjami są zajęcia artystyczne, na których może rozwijać swoją pasję, aby zdobyte umiejętności wykorzystać później w możliwej aplikacji do Trenton, na wydział sztuk pięknych. Rodzina Divine'ów, do której należy główna bohaterka należy do typowych, szczęśliwych rodzin: troskliwa mama, ojciec pełniący funkcję głowy domu, układny, starszy brat Jude oraz malutki James. Nic w tej kwestii by się nie zmieniło.. gdyby nie Daniel - chłopak, o którym nie wiemy zupełnie nic. Nagle pojawia się w życiu Grace i jej familii. A raczej powraca, wprowadzając do ich ciepłych serc niepokój oraz strach przed powtórką z katastrofy, która miała miejsce kilka lat temu. Oczywiście, z udziałem Daniela. 

Wygląd:
Prawdopodobnie nigdy nie kupiłabym tej książki, gdybym zasugerowała się okładką. NIGDY. Już nie mówiąc o tym, że nie przepadam za książkami, które w tytule zawierają słowa "mrok", "ciemność", "strach", "krew", "duch", "śmierć". Taka żelazna zasada, która przestrzega mnie przed pozycjami zwyczajnie nie w moim stylu: pesymistycznymi, emanującymi.. po prostu mrokiem. Przeważnie wolę świat o ilości barw przekraczającej jedynie kolor czarny. "Dziedzictwo mroku" powinno więc zostać na wstępie skreślone przez złamanie reguły w dwóch miejscach: w tytule i okładce. Przyznam się szczerze, że ani zewnętrzny wygląd książki w postaci bladych, jakby nieżywych nóg na ciemnym tle (kto umieszcza na okładce NOGI? o.O), ani podniosły, acz nic-nie-znaczący tytuł, nie działały motywująco. Postanowiłam jednak zaryzykować 18 zł dla dwóch tomów serii i zapakować je do biedronkowego wózka, licząc, że treść przerośnie wygląd co najmniej dwukrotnie.
Ze strony technicznej: książka wydaje się być dobrej jakości - pomimo niecałych pięciuset stron trzyma się grzbietu nawet, gdy nieco powyginamy ją na boki. Wnętrze zdecydowanie rekompensuje nieudaną grafikę okładkową. Literki idealnie nadają się do czytania, strony mają gładką, ale typowo "drewnianą" fakturę. Na największą pochwałę zasługują rozpoczęcia rozdziałów, z których każde zostało wyróżnione osobną, lekko przyciemnioną stroną. Dzięki temu możemy bez problemu ocenić czy rozdział, który właśnie rozpoczynamy należy do tych dłuższych czy krótszych - bardzo przydatny zabieg, gdy lubimy przed zamknięciem książki, dotrzeć do kolejnej, wyróżnionej części.

Koncepcja:
Pomysł wykorzystany przez Bree Despain uznałabym za połączenie przetartego schematu paranormal romance z niespotkanym przeze mnie wcześniej, świetnie budującym napięcie, sposobem przedstawiania kolejnych wydarzeń. Niczym odkrywczym nie jest dla czytelników młodzieżowego fantasy spotkanie ludzkiej dziewczyny z przystojnym chłopakiem - istotą fantastyczną. ( czy to wampir, wilkołak, nocny łowca - wszyscy są tacy sami :|) Ta konwencja powinna zostać już wpisana do kanonu gatunków literackich obok kryminału czy sensacji. Natomiast nie mogę powiedzieć, że w tym całą historia się zamyka, gdyż wprowadziłabym Was w poważny błąd. Autorka wyłamała się spoza wymęczonego szablonu prostymi trikami. Przede wszystkim, nadała mu swoistą dla tej powieści otoczkę, która sprawia, że tytuł lepiej wpisuje się w czeluści pamięci. Córka pastora, tajemniczy powrót chłopaka, którego zna od dzieciństwa i uważa za brata. Wyróżniająco działa również brak "tego trzeciego", który wkomponowywałby się w miłosny trójkącik. Zamiast niego, przeszkodę stanowi brat Grace, Jude. Wiadomo jednak, że nie da się porównać tej relacji ze związkiem między bohaterką, a adoratorem.
Rozdziały różnią się długością: znajdziemy takie na kilkanaście stron, ale i niektóre zajmą jedną, dwie kartki. Poza standardowym podziałem książki na części, tekst został poszatkowany na jeszcze mniejsze kawałki za pomocą wskazówek czasowych. Zabieg ten początkowo mi przeszkadzał, gdyż nie byłam przyzwyczajona do zwracania uwagi na takie szczegóły, ale po jakimś czasie, zauważyłam, że ułatwia on lekturę, gdyż daje możliwość lepszej orientacji w wydarzeniach, ulokowania ich w konkretnym momencie życia bohaterów.

Bohaterowie:
Uwierzycie, jeśli Wam powiem, że główna bohaterka wcale nie jest niewyróżniającą się, zwykłą nastolatką? Może być trudno, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że większość postaci książkowych w jej wieku nie spotyka się z zbyt wielkim zadowoleniem czytelników. Przypadek Grace chciałabym jednak uznać za wyjątek, a przynajmniej po części. Dziewczyna nie włada żadnymi super mocami (na razie! :D), ma oboje rodziców, młodsze oraz starsze rodzeństwo, chodzi do szkoły i względnie dobrze się uczy. Nuuda, prawda? A właśnie dzięki tej zwyczajnej otoczki wokół bohaterki, zdałam sobie sprawę, jak niewiele normalnych nastolatek z krwi i kości fundują nam książki. Przeważnie są to biedne sierotki, nierozumiane przez świat, bez znajomych, przeprowadzające się z kąta w kąt. I nawet jeśli córce pastora Divine zdarzają się momenty rozterek miłosnych, problemów z rodziną bądź w szkole, to sposób, w jaki ona o nich myśli oraz jak je rozwiązuje, zdecydowanie się wyróżnia. Dziewczyna, pochodząca z wierzącej rodziny, przede wszystkim ma swoje zasady, hierarchię wartości, którą nie tak łatwo może zburzyć pierwszy lepszy chłopak. Po ponownym ujrzeniu Daniela w miasteczku, Grace traci głowę, ale jednocześnie nie potrafi całkowicie podporządkować się wzbudzonemu na nowo uczuciu, gdyż wie, że tym sposobem zawiedzie rodzinę. Rodzinę, która jest dla niej najważniejsza. Nawet jeżeli nie mogę powiedzieć o stuprocentowej obiektywności w moich słowach, mnie ta bohaterka przypadła do gustu, stąd też przyjemniej czytałam jej historię.
Z kolei Daniel to zupełna zagadka, którą razem z dziewczyną staramy się rozwiązać przez całą powieść. Pojawia się znikąd, psuje stosunki rodzinne Divine'ów,wprowadza do ich życia chaos. Lecz znowu zostajemy przez autorkę zaskoczeni: chłopakowi daleko do ideału (czy nawet ideału upakowanego w foremce anty-ideału! ). Charakteryzuje się wadami, ciągnie za sobą wór słabości, traum z przeszłości, które odmieniają jego wizerunek. Dopiero po spotkaniu z Grace, jego historia się rozjaśnia, a do ciążącej klątwy, która niszczy całe życie, przyłącza się nadzieja. Choć jak to bywa wśród młodych bohaterów, parze zdarzało się zachowywać mniej lub bardziej rozsądnie, ale i tak spodobał mi się sposób, w jaki Despain wykreowała ich i umieściła w swojej książce.

Fabuła:
W fabule również odnalazłam cechy młodzieńczego dojrzewania, gdyż miewała gorsze i lepsze momenty. Zaczyna się nietuzinkowo, gdyż mamy jedynie kilka stron na wdrożenie się w spokojne życie Grace, zanim do akcji nie zostanie wrzucony Daniel razem z tobołkiem problemów wszelkiego typu. Do elementów niecodziennych zaliczam początek jego relacji z główną bohaterką: on się pojawia i dziewczyna go świetnie zna, lecz my nie mamy pojęcia, kim jest ten chłopak. Stopniowo otrzymujemy coraz to większe skrawki informacji, przemycane w rozmowach z innymi członkami rodziny Divine'ów, w rozważaniach Grace. Przeplatane są one jednak z wieloma wydarzeniami, często dramatycznymi bądź stanowiącymi zwrot akcji dla całej historii. I tutaj pojawia się podział. Przez cały czas trwania akcji: dynamicznej, wciągającej, nie mogłam oderwać wzroku od kolejnych stron, ponieważ autorka bardzo dobrze operuje napięciem, dawkuje porcje adrenaliny. Lecz, jeśli z, darzał się rozdział przepełniony myślami nastolatki, jej obawami, od razu czułam odrobinę większą ochotę do odłożenia książki na jakiś czas. (UWAGA! Tego typu momenty zdarzyły się max. 2-3 razy!). Gdyby jednak spojrzeć z drugiej strony: jeśli historia składałaby się z samych pościgów i wstrzymywań oddechu, nie byłyby one aż tak dostrzegalne, prawda?
Z tego co wiem, bardzo wiele osób po lekturze "Dziedzictwa.." zwraca uwagę na zakończenie. I faktycznie, należy je docenić, gdyż wydaje mi się, że nawet najbardziej przewidujących czytelników może ono zaskoczyć. Stanowi idealny gwóźdź programu, na który czeka się przez wcześniejsze kilkaset stron oraz rozwiązanie fabuły, które od razu pozostawia furtkę na rozwój wypadków w kolejnym tomie. Jest śmierć, jest ucieczka, jest krew, są niespodzianki: wszystko z przytupem!

Do końca..
Poza pozorami na banalną powieść, przemienionych w świetny, zapadający w pamięć paranormal romance, wyniosłam z tej pozycji coś jeszcze: nauczkę, którą obiecuję wykaligrafować złotymi literami w głowie i trzymać się jej przy każdym wyborze książki. NIGDY nie oceniaj książki po tym, co ma na zewnątrz: po okładce, opisie, pierwszym wrażeniu. Wiadomo, trudno się powstrzymać. Lecz przynajmniej należy się postarać, aby ta ocena nie przylgnęła do tytułu, zniechęcając tym samym do lektury, choć jeszcze nie zdążyliśmy jej nawet zacząć. Wyobraźcie sobie, ile przyjemnych lektur i magicznych historii by nam w ten sposób umknęło!
"Dziedzictwo mroku" to powieść stanowiąca jedną z moich największych, czytelniczych zaskoczeń. To powieść, w której nie znajdziecie mroku czy ciemności. Zamiast nich, natkniecie się na walkę ze złem, determinację, nadzieję i miłość. I choćby Bree Despain usiłowała wmówić nam, że uczucie Grace i Daniela nie przetrwa, że nie da rady powstać po upadku, ja wiem swoje: pod koniec trylogii MUSI na nas czekać szczęśliwe zakończenie. Nie ma innej opcji.


 Galeria zdjęć:


 Prosto z książki...
"- Przestań - powiedziałam - To mój rysunek. Oddaj mi go.- Chwyciłam kartkę, ale wyrwał mi ją. - Oddaj!
- Pocałuj mnie - Odparował
- Że co?
- Pocałuj mnie to ci go oddam.
- Za kogo ty się masz?
- Nie poznajesz mnie? - Podniósł głowę i odgarnął włosy z twarzy. Miał blade, zapadnięte policzki, ale na widok jego oczu krzyknęłam. Te same oczy które kiedyś nazywałam czekoladowymi.
- Daniel?"
"- Powiedz mi, co to było.
Daniel wytarł wybrudzone olejem dłonie w spodnie.
- Dzieciaki się bawiły.
- Kuszą?
- No. Strasznie dużo w nich agresji ostatnio." (str. 50)
"- Powiedzieli mi, że odszedłeś. Że wstałeś z łóżka i poszedłeś sobie podczas zmiany dyżurów. Myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę.- A mimo to przyszłaś.
- Miałam nadzieję, że ty też tu przyjdziesz.
Daniel pocałował mnie w czoło
- Powiedziałem ci, że się nie odczepię, dopóki ty mnie będziesz chciała. - Uśmiechnął się łajdacko i czarująco.- A może nóż w moim sercu powinienem uznać za znak, że chcesz ze mną zerwać?"
"- Grace, ja ... Ty ... - Daniel oparł dłoń na moim ramieniu. Westchnął i wiedziałam, że zaraz zmieni temat.
Wysunęła się z jego objęć, zła, że nie wiem, co chciał powiedzieć.
Daniel zaśmiał się niepewnie.
- Ciągle widać stąd dokładnie twój pokój.
- Co?!
Rzeczywiście, było stąd doskonale widać moje okno. Było po południu, więc w szybie odbijało się słońce, ale w nocy, przy zapalonym świetle, mogłabym widzieć wszystko.
- Ty draniu!"

wtorek, 1 marca 2016

Lutowe sumowanie - czemu tak mało?

Witajcie!

Właśnie minął drugi miesiąc naszego, nie tak już nowiutkiego roku. Mam wrażenie, że momentami nie nadążam za tak szybko upływającymi dniami. No, ale nie zmienia to faktu, że warto byłoby zebrać w tym poście w całość wszystkie blogowo-książkowe wydarzenia. 

Statystyki w pigułce

~ KSIĄŻKI ~
  1. Amy Ewing - Klejnot (recenzja) - 383 strony
  2. Bree Despain - Dziedzictwo mroku - 440 stron
  3. Bree Despain - Łaska utracona - 512 stron
  4. William Richter - Podwójna tożsamość - 116 stron (niedokończona)
Niezrecenzowane książki jeszcze doczekają się oddzielnych postów na blogu - w marcu postaram się nadrobić te zaległości. :)


Suma: 1451 stron (W styczniu: 2009 stron)
207 stron na tydzień | 50 stron dziennie | 2,1 strony na godzinę


~ BLOG ~
Luty - miesiąc, który naprawdę mnie zaskoczył. Jak, mając dwutygodniową przerwę od szkoły, można napisać tylko 3 recenzje ("Wybranych" i "Pamiętnik" czytałam w styczniu, więc w liście książek nie znajduje się ten tytuł :)) i przeczytać niecałe 5 książek? Sama się sobie dziwię. I boję statystyk na marzec, gdy przez cały miesiąc do czytania i blogowania z powrotem dojdą podręczniki oraz nauka. 

Opublikowałam 7 postów (idealnie tyle samo co miesiąc temu :D): 3 recenzje , 1 TAG  mojego autorstwa (Przysłowiowa para TAG), 1 wyzwanie (Oceń książkę po okładce), 1 podsumowanie stycznia, 1 post okołoksiążkowy (Szczęśliwe zakończenia - banał?). 

A oto liczba wyświetleń:
Niestety zaobserwowałam tendencję spadkową :c

Posty dodawałam regularnie, co trzy dni, ale doszłam do wniosku, że i tak w ogólnym rozrachunku wydaje się to być małą liczbą - 7 postów na całe 30 29 dni? Z drugiej strony, nie potrafię pisać tekstów na zapas, aby zmniejszyć przerwy między kolejnymi do chociażby dwóch dni. Spróbuję to poprawić, przynajmniej częściowo, bo czuję, że tak nie powinno być. (Przynajmniej poczucie bloggerskiego obowiązku w normie :|). Liczę na Was: napiszcie, ile Wy publikujecie postów miesięcznie oraz jakie jest Wasze zdanie w kwesii minimalnej liczby tekstów na blogu. (Obiecuję poprawę :|)


~ STOSIK  ~
Oczywiście w kwestii kupowania książek, poszło mi znacznie łatwiej z poprawieniem cyferek: w lutym zaopatrzyłam się w 9 książek. Nie mniej jednak ani jednej nie kupiłam za cenę okładkową lub nawet kwotę powyżej 20zł, zatem przynajmniej nie straciłam na nowych nabytkach majątku. Czego nie mogę powiedzieć o miejscu na półkach, którego już i tak nie ma.

  1. Danielle L. Jensen - Porwana pieśniarka - nagroda w konkursie
  2. Marcus Sedgwick - Niezauważalna - 10,47 zł - zakupiona w Empiku na promocji -70% (w Empiku istnieją takie promocje, dacie wiarę? :O)
  3. Joelle CharbonneauTesty - 9,99 zł - nabyta w Saturnie na stoisku z tanimi książkami
  4. Colleen Hoover Nieprzekraczalna granica - j.w. - czas zrobić ponowne polowanie w Saturnie!
  5. Rysa Walker - Podróże w czasie - 10,47 zł - tę oraz pozostałe cztery książki zamówiłam w księgarni internetowej Dadada.pl (polecam zajrzeć, spore promocje! ^^)
  6. Cristina Moracho - Althea & Oliver - 5zł
  7. Morgan Rice - Przeznaczenie bohaterów - 9,15 zł
  8. Morgan Rice - Korowód królów - 7,84 zł
  9. Rachel Van Dyken - Utrata - 5zł
***

Uff, skończyłam! Te podsumowania to ciężka sprawa - wystarczy, że zapomni się położyć na fotografowany stosik jednej książki albo wliczyć o jeden tytuł za dużo do miesięcznej liczby stron i wszystko trzeba poprawiać od nowa. Mam nadzieję, że po kilku poprawkach, zawarłam wszystko, co powinno się w tym poście znaleźć. 

***

A jakie są Wasze nowe nabytki książkowe? Ile tytułów przeczytaliście w lutym? Jakie niespodzianki przyniósł Wam ten miesiąc? Chwalcie się! :)