wtorek, 28 listopada 2017

Jorge Cham & Daniel Whiteson - Nie mamy pojęcia. Przewodnik po nieznanym wszechświecie: skarbnica baśni dla ciekawych świata

Nieczęsto się zdarza, żeby na co dzień cytować fragment książki. Nie ma się co oszukiwać: na świecie romantycy giną w zatrważającym tempie, a komedie romantyczne rzadko kiedy mają przełożenie na współczesne życie. Może gdzieś w Australii zachowali się jeszcze przystojni fani Hamleta, aczkolwiek przeważnie takie zwyczaje zostały już dawno pochłonięte przez skonsumpcjonizowane oblicze tego świata.
A jednak, nawet możecie nie być świadomi, gdy w domu, w autobusie, na ulicy, a zwłaszcza w szkole, na uczelni bądź w pracy, bez ustanku przywołujecie... tytuł pewnej książki. Tak, dokładnie tak: tytuł. Ile razy w ciągu dnia zdarzyło Ci się bowiem stwierdzić, że "nie masz pojęcia"?


piątek, 24 listopada 2017

Laszlo Bock - Praca rządzi: wszystkie sekrety Google'a w żółtym wydaniu

Jestem w klasie maturalnej. To istotne, z tego względu, iż jeszcze miałam okazji zarabiać na siebie, pracować, nie mówiąc już o pracy w korporacji czy pełnieniu jakiejkolwiek funkcji kierowniczej. Dlaczego zatem chciałam w ogóle sięgnąć po tę książkę, książkę, która w bardzo szczegółowy sposób wprowadza odbiorcę w świat wielkich sposobów na wielkie sukcesy wielkiej firmy? Powodów było kilka, ale ważniejsze jest to, że zupełnie nie przewidziałam się mojej oceny po lekturze "Praca rządzi".

piątek, 17 listopada 2017

Rae Carson - Złotowidząca. Schronienie: zastrzeżenia zastrzeżeniami, ale...

Western kojarzy mi się w pierwszej z kolejności z mamą, uwielbiającą stare filmy rozgrywające się na Dzikim Zachodzie. Zaraz potem, na dźwięk tego słowa myślę o kowbojach, wywijających zaskakująco sprytnie swoimi lassami, łapiąc uciekające bydło i... opryszków spod ciemnej gwiazdy. Od niedawna, do tej listy skojarzeń dołączyła pewna książka, która, choć bazuje właśnie na westernie, w swoim rękawie trzyma zdecydowanie więcej asów. Zatem, gdy trafiła mi się okazja, by jeszcze raz pozwiedzać jej świat, nie mogłam się powstrzymać, by z niej nie skorzystać. I tak, "Złotowidząca", tym razem w niebieskiej odsłonie, zagrabiła kilka moich dni!