czwartek, 17 sierpnia 2017

Emily E. Pearson - Fałszywy pocałunek: o tym, jak zwieść czytelnika na manowce

Gdy byłam małą dziewczynką, zawsze chciałam zostać księżniczką. Stroiłam się w piękne suknie, paradowałam po domu w błyszczącej tiarze oraz zachwycałam wszystkich moją wyćwiczoną umiejętnością królewskiej etykiety. Marzyłam również o posiadaniu własnego księcia z bajki, który wsadzi mnie na konia, a następnie pogalopuje ze mną w siną dal - do jego zamku, rzecz jasna. Niestety wszyscy odradzali mi podążania tą baśniową ścieżką ze względu na małe prawdopodobieństwo zrealizowania moich dążeń. I jak tu teraz nie zazdrościć głównej bohaterce "Fałszywego pocałunku", skoro ma to wszystko, czego ja zawsze pragnęłam, na wyciągnięcie ręki, a na dodatek liczbę adoratorów pomnożoną razy dwa? 


niedziela, 13 sierpnia 2017

JUŻ WKRÓTCE→ Mario Giordano - Ciotka Poldi i Sycylijskie Lwy

Pośród stosów powieści wszelakiego typu jest dosłownie garstka takich, które niezastąpione nadadzą się na ten piękny, trwający wakacyjny okres jak również na wspomnienia po nim wraz z nadejściem pierwszych chłodnych powiewów jesieni. Myślę, że książka, o której zaraz będziecie mogli się dowiedzieć, to właśnie ten typ literatury. Już sama okładka daje wyraźny sygnał o cechach historii stworzonej dla poprawy nastroju, uniknięcia wrześniowej chandry: barwna, sympatyczna, z nutką dowcipu. Zapewne dokładnie te same cechy charakteryzują główną bohaterkę... 

***

"Ciotka Poldi to lektura obowiązkowa nie tylko dla miłośników lekkich kryminałów z gatunku cozy crime, ale też dla amatorów dobrej literackiej rozrywki. Przez wiele tygodni książka była w pierwszej dziesiątce bestsellerów Spiegla, a jej główna − ekscentryczna bohaterka stała się postacią kultową. Mario Giordano ukończył właśnie trzecią część serii. 

Już 13 września na półki księgarni trafi polski przekład tej komedii kryminalnej – z niebanalną bohaterką i klasyczną intrygą, pozbawioną drastycznych detali.

środa, 9 sierpnia 2017

WAKACYJNY POLIGLOTA cz. 4: zbiór przydatnych linków zamiast zbioru... zadań

Bardzo często zdarza się, że człowiek, przyciągany technologiami XXI wieku, woli marnować godzinę za godziną na Facebooku zamiast wyciągnąć z szuflady w biurku porządnego podręcznika i zacząć się edukować, jak na spragnionego wiedzy przystało. A to przecież nie nasza wina, że czasem zwycięży lenistwo! Ba! Taka ludzka natura! I właśnie, by nie sprzeciwiać się jej na okrągło, powstały takie strony, jak te, zaprezentowane przeze mnie poniżej. Jedne z nich znacząco ułatwiają potyczki z obcym językiem, inne sprawiają, że nauka staje się 200x przyjemniejsza, gdyż odwołują się do innych naszych cech, takich jak ciekawość czy chęć zabawy. Łącznie jest ich osiem i zachęcam do dokładnego ich prześledzenia! :)


niedziela, 6 sierpnia 2017

WAKACYJNY POLIGLOTA cz. 3: "Wakacje z Nel" oraz "Wielki Gatsby" podczas nowej nauki czytania

Niezaprzeczalnie, książki dają człowiekowi mnóstwo możliwości. Poza tym, iż pozwalają odprężyć się, zrelaksować i zapomnieć o Bożym świecie, idealnie sprawdzają się również w roli zabijacza czasu, wichrzyciela złych emocji oraz mordercy stresu. Jednym słowem: niezłe z nich łobuzy (o! jeszcze na półkach się nie mieszczą, grubasy!). Co by się zatem stało, gdyby do ich listy zalet dopisać jeszcze jedną: naukę? 

Oczywiście, z każdej lekcji polskiego wyniesiemy wnioski, iż bezapelacyjnie, lektury edukują pod względem moralnym: dobro jest dobre, a zło złe. Chodzi mi tutaj jednak o zupełnie inny rodzaj pozyskiwania wiedzy, bardziej szkolny, typowo... edukacyjny. Skłaniając się ku sednu: pokażę Wam dzisiaj, jak za pomocą książki nauczyć się angielskiego. 


środa, 2 sierpnia 2017

WAKACYJNY POLIGLOTA cz.2: penpal - co to, kto to i do czego służy?

Któż nie spotkał nigdy na swojej drodze nauczyciela, który mówiłby, że język to przede wszystkim komunikacja z drugim człowiekiem, umiejętność dojścia do porozumienia i rozmowa wymagająca przede wszystkim słów (a nie gwałtownej gestykulacji)? Z drugiej jednak strony, na lekcji w dalszym ciągu, zgodnie z programem nauczania, będzie Ci wciskał do ręki kolejne kserówki gramatyczne oraz "zachęcał" do nauki poprzez program cotygodniowych kartkówek.

Jak temu zatem zaradzić? Jak w końcu przyswoić sobie chociaż podstawy luźnej pogawędki, która niekoniecznie musi ograniczać do zasobu słów zawartych w danym dziale, a wręcz momentami tak spontanicznie i nieprzewidywanie wybiega na różne ścieżki? Prosta sprawa: znaleźć sobie penpala. 


niedziela, 30 lipca 2017

WAKACYJNY POLIGLOTA cz. 1: kodeks efektywnego ucznia

Chociaż podczas wakacji najchętniej poświęcałabym się w całości wyłącznie czterem, moim ulubionym czynnościom: spaniu, jedzeniu, czytaniu i podróżowaniu, przychodzi czas, w którym człowiek czuje nieprzyjemne wiercenie w żołądku, zdające się wołać nieugiętym głosem: "weź się do roboty!". Przykre to, bo przykre, ale rozsądek zdaje się mieć rację. Ileż to bowiem razy, w ciągu roku szkolnego, strofowaliśmy się: "oj, pouczyłabym się pół godzinki codziennie w wakacje, a teraz nie miałabym żadnego problemu"? Ta jedna myśl sprawia, że w końcu jestem w stanie się zmobilizować. I poza odpoczynkiem, poświęcić te "30 minut" (a może nawet troszkę więcej!) na coś, co nazwałabym inwestycją edukacyjną - choć teraz wiąże się dla mnie ze sporym kosztem cierpliwości, w przyszłości, mam nadzieję, że zwróci się kilkukrotnie.

W związku z tym, postanowiłam podzielić się z Wami, tutaj na blogu, w kilku postach, moimi sposobami na naukę - tym razem będzie to szlifowanie umiejętności językowych (wątpię, by znaleźli się chętni śledzący moje starcia z arkuszami z fizyki :D). Bynajmniej, nie będę pokazywać mądrych książek, podręczników oraz repetytoriów, na których wylewam siódme poty, robiąc zadanie po zadaniu (choć, jeśli zgromadzę już jakiekolwiek z tego typu publikacji, mogę też co nieco o tym napisać :)). Seria "Wakacyjny poliglota" będzie skupiać się na... mniej konwencjonalnych sposobach edukacji, aczkolwiek wcale nie mniej skutecznych. Opierających się jednak, w większej mierze, na przyjemności, jaką powinniśmy czerpać z przyswajania nowych zwrotów, powtarzania zasad gramatycznych i oswajania się z tym, co trudno nam przyswoić w biegu kartkówkowo-sprawdzianowym. To co? Znajdą się odważni, by spróbować?


środa, 26 lipca 2017

Stephanie Garber - Caraval. Chłopak, który smakował jak północ: Karmazynka w świecie barw

Marzenia rządzą się zdecydowanie swoimi prawami. Trudno przewidzieć, czy któreś z naszych kiedykolwiek się spełni, a jeśli tak, to które i za jaki czas. Można by zatem rzec, że nad ludzkimi pragnieniami panuje jakaś niewytłumaczalna siła, może nawet pewnego rodzaju magia. Co zatem by się stało, gdyby władzę nad marzeniami przejął człowiek? Czym poskutkowałaby propozycja spełnienia jednego z Twoich marzeń przez tajemniczego mężczyznę? Chociaż oferta brzmi nadzwyczaj kusząco, nigdy nie wiesz, czy cena nie przekroczy Twoich możliwości. I czy zrównoważy wartość marzenia.


sobota, 22 lipca 2017

Sara Shepard - Pretty Little Liars. Kłamczuchy: nie taki diabeł straszny (ale przyjaciółka już tak!)

Czy kiedykolwiek spotkała Cię sytuacja, w której przez długi, długi czas chodzi za Tobą jakaś książka, masz ogromną ochotę ją przeczytać i gdy w końcu, po długich zmaganiach i oczekiwaniach trafia w Twoje ręce, ktoś mówi ci, że ta historia jest totalnie przereklamowana. Zdarzyło się? Wierz mi: to fatalne uczucie! Ale ja, jako eksplorator, odkrywca i nieustraszony wojownik, postanowiłam wziąć byka za rogi i mimo wszystko: dać szansę. A czy historia odwzajemniła mi tę odwagę i dała coś w zamian? Na pewno mnóstwo nowych książek na półce.

środa, 19 lipca 2017

Informacje z pierwszej ręki: plany, książki i zmiany

Gdy zaczynam pisać recenzje, wchodzę na level pracy na wysokich obrotach i zapominam czasem tak zwyczajnie napisać coś innego od "myślę, że", "to mi się podobało", "dlatego warto ją przeczytać". Aż wypadło mi z głowy, jak przyjemnie pisało się posty okołoksiążkowe, te moje różne wydumane pomysły, koncepcje i fanaberie o okładkach, datach wydania, promocjach etc. A samo wpadnięcie na daną ideę w autobusie czy przed snem, dawało ogromną satysfakcję.

Dzisiaj jednak, stwierdziłam, że fajnie byłoby opowiedzieć, co się u mnie dzieje ciekawego, co planuję i jak się do tego zabieram. Ot tak, luźno, informacyjno-spontanicznie. :)



piątek, 14 lipca 2017

Christoph Marzi - Heaven. Miasto elfów: zaskoczenie z ciekawością nad dziurawym niebem Londynu

Spiczaste uszy. Ewentualnie do tego długa czapa z pomponem. Wypisz wymaluj.. no, właśnie: elf. Nie wiedziałam, jak inaczej można wyobrazić sobie to stworzonko. Zwłaszcza, że kultura, literatura nie pozostawiały mi jakichkolwiek wątpliwości. Nie zapominajmy jednak, że to ciekawscy są perłami tego świata. Co nie zmienia faktu, że to dla mnie zdecydowanie nowe uczucie - wypożyczać książkę tylko dlatego, że jedyny wizerunek elfa, jaki przywodzi na myśl to słowo to niewielki skrzacik pomagający świętemu Mikołajowi w pakowaniu prezentów.

poniedziałek, 10 lipca 2017

W. Bruce Cameron - Był sobie pies: różowe okulary na psim nosie

Nazywam się Bailey Bailey Bailey Bailey. Każdy kto usłyszał to zdanie siedząc na wygodnym, kinowym fotelu bądź w domowym zaciszu YouTube'a, zapewne pomyślał, że będzie miał do czynienia z kimś nadpobudliwym. Co najmniej! Ten mały ktoś mógłby machać bez końca ogonem, skakać na każdego, kto popadnie i każdą ludzką atencję, odwzajemniać chociażby 10 razy mocniej.

czwartek, 6 lipca 2017

Colleen Hoover - November 9: pączkujące uczucie z soczystą tajemnicą - pycha!

Są miesiące, które uwielbia prawie każdy. Dajmy na to: czerwiec. Wszystko już w pełni rozkwitło, drzewa uginają się od zielonych, soczystych liści, niedługo rozpoczynają się wakacje, temperatura w podskokach wznosi się do góry. Żyć, nie umierać. A teraz, zestawmy sobie te przepiękne okoliczności przyrody z szarym, burym listopadem. Ni to jesień, ni to zima, do świąt jeszcze szmat czasu, a wspomnienia po lecie nie pozostawiły po sobie nawet okruszka. Wziąć, siąść i płakać. 

Nie, moi drodzy, to już przeszłość. Nareszcie można zdetronizować ten smutny, nawet z nazwy, miesiąc z pozycji okresu szarugi i depresji. Wszystko dzięki autorce najbardziej emocjonalnych książek, jakie trafiają w ręce młodego pokolenia. November 9 sprawi, że żaden listopad nie pozostanie Wam obojętny!


poniedziałek, 3 lipca 2017

Zmiany, eksperyment, a NA DOKŁADKĘ informatyka! - czyli co u mnie słychać nowego

Dla mnie, najgorszym do końca pozostanie uczucie, gdy właśnie skończyłam czytać książkę, jestem nią oszołomiona: w pozytywnym bądź negatywnym tego słowa znaczeniu, i już, już układam sobie w głowie kolejność akapitów, odpowiednie argumenty do poruszania w mojej opinii, na co zwrócę uwagę, jak wyróżnię tę recenzję spośród wielu, wielu innych - praktycznie widzę oczami wyobraźni cały tekst. I właśnie w tej chwili uświadamiam sobie, że nie mam, co z tym zrobić dalej. Bo, teoretycznie, mój blog śpi sobie pod pierzynką od kilku dobrych miesięcy, a ja miałam poświęcić się innym, tak ważniejszym przecież, obowiązkom. I kicha!

Początkowa wersja nagłówka - w wersji maxi nie wygląda jednak tak fajnie.. :c


poniedziałek, 27 marca 2017

Tydzień na Prusa? Sienkiewicz w dwa tygodnie? Szybkie myki na lektur wybryki

Masz do przeczytania lekturę i miesiąc czasu do deadline'u? Zanim zdecydujesz się na odłożenie książki na jeszcze przynajmniej tydzień, zrób wcześniej trzy, proste kroki: zdobądź egzemplarz tekstu, sprawdź ile ma stron oraz ile dni, z tych, które Ci zostały faktycznie poświęcisz na czytanie książki. Gwarantuję, opierając się na własnym doświadczeniu z ostatnich tygodni, że... te 30 dni wcale nie wyglądają tak kolorowo, jak malowała je wyobraźnia połączona z wiarą w umiejętność szybkiego czytania.

Do czasów licealnych czytałam KAŻDĄ szkolną lekturę. Quo Vadis, W pustyni i w puszczy, Ania z Zielonego Wzgórza, Balladyna czy Kamienie na szaniec - wszystkie przewertowałam (przy okazji: tak, Wertera też zmęczyłam!) od deski do deski, chociaż nie zawsze z ogromnym zadowoleniem. Mimo tego, chciałam to robić, do sięgania po te, jak i inne tytuły zachęcała mnie i własna ciekawość, i naprawdę porządnie prowadzone lekcje języka polskiego. Jak już wspomniałam, trwało to do pewnego okresu: wkroczenia w bramy liceum. 


niedziela, 12 marca 2017

Serial inny niż wszystkie - Wiktoria, czyli jak biografia zmienia się na ekranie

Uwielbiam oglądać seriale! - takie zdanie w dzisiejszych czasach nie budzi ani zaskoczenia, ani zdumienia. Ba! Orientowanie się w najnowszych produkcjach zagranicznych wytwórni to wręcz spora zaleta, gdyż bez problemu odnajdziesz się w towarzystwie innych geeków "Gry o tron", "Doctora Who"czy "Sherlocka" bądź nawet zrozumiesz wiele kulturowych aluzji zawartych już nie tylko w środowiskach bliskich danej fabule.

Ja jednak wyłamuję się spośród rówieśników tym, że preferuję POLSKIE seriale i to te, które inni z mojego rocznika omijają przeważnie szerokim łukiem. M jak miłość, Barwy szczęścia, O mnie się nie martw, Ranczo ( :C), Komisarz Alex, Ojciec Mateusz. Ostatnio do mych "zasobów" dołączyły również Belle Epoque (mnie tam się naprawdę podoba!) oraz... no właśnie. Produkcja, o której Wam dzisiaj pokrótce opowiem pod względem koncepcji... dostałaby niespecjalne oceny. Trudno bowiem wymagać oryginalności od serialu historycznego. I nawet jeśli wielu widzów historie, w których ogromną rolę gra właśnie historia porządnie odstraszają, ten powinien stanowić wyjątek. Zdecydowanie!

Źródło: LINK

"Wiktoria", bo o niej właśnie mowa, od jakiegoś czasu pojawiała się na TVP 1, w piątki, po 20. Jak już wspomniałam, nie interesuję się zagranicznym światem seriali, tak więc też tytuł ten do tej pory był mi zupełnie obcy. Ale jak to przeważnie bywa: leci coś nowego, obejrzę pierwszy odcinek, zobaczę, ocenię. A potem już, tydzień po tygodniu, siada się wręcz odruchowo przed telewizorem i wsiada do pociągu w stronę XIX-wiecznej Anglii. Chociaż najchętniej nabyło by się bilet w jedną stronę.

piątek, 3 marca 2017

Papierowe róże: kompozycja z "Królową Tearlingu"

Będąc w okresie między Walentynkami, a Dniem Kobiet (święto na tyle ważne, że wielkie litery nigdy nie zawadzą!), przychody w kwiaciarniach prawdopodobnie wzrastają tak szybko jak ciasto na pizzę. I bardzo dobrze! To oznacza, że są jeszcze na tym świecie dżentelmeni, osoby, którym na nas zależy i dla których nasz uśmiech wiele znaczy! 
Mój uśmiech najłatwiej wywołał jednak pomysł, rodzący się w głowie po wejściu w posiadanie właśnie takiego bukietowego prezentu. Stwierdziłam, że żal byłoby wyrzucić tak piękne kwiaty bez uprzedniego utrwalenia ich, choćby w postaci pikseli. Zastanawiając się nad stylistyką zdjęć, by nie pozostawiać ich zupełnie bez wyrazu, doszłam do wniosku, że barwa róż - po prostu papierowa najlepiej skomponuje się z... innym papierem. A od tego droga do książek jest wręcz oczywista!

W związku z moim konceptem, powstało kilkanaście zdjęć, które mnie podobają się z dwóch powodów. Przede wszystkim, dysponują uwielbianą przeze mnie gamą kolorystyczną: różnymi odcieniami żywej zieleni, złotem, ecru oraz delikatnymi wstążkami różu. Ponadto, nie ma się co oszukiwać, nieczęsto jestem obdarowywana kwiatami, więc warto uwieczniać takie chwile na dłużej!

Zapraszam do obejrzenia, wybrania może swojego fotograficznego faworyta, podzielenia się opinią! :)

***
Potraktuj te zdjęcia nie jako zbiór technicznych błędów amatora, a próbę popracowania nad  własną wyobraźnią.

sobota, 25 lutego 2017

Adam Jay Epstein i Andrew Jacobson - Chowańce: co nieco z Pottera i... Tuwima!

Każdy, kto kiedykolwiek oglądał choćby pierwszych kilkanaście minut "Harry'ego Pottera i Kamienia Filozoficznego", na widok ulicy Pokątnej prawdopodobnie rozdziawiał usta ze zdumienia. (Zwłaszcza, jeśli zapoznawaliście się z filmem po raz pierwszy w erze pozbawionej szybkiego internetu, Percy'ego Jakcsona oraz wróżek z Nibylandii!) Było to bowiem miejsce tak oderwane od rzeczywistości, a zarazem tkwiące, w pewnym stopniu, w jej środku tak jak każdy inny osiedlowy sklepik bądź cukiernia (cukiernia to nie sklep - to raj na Ziemi! :|). Zawsze z moim największym zachwytem spotykał się warsztat u Olivandera - nigdy nie mogłam się nadziwić, jaka siła drzemie w kawałku... gałązki! Nic zatem dziwnego, że od razu skojarzyłam dobierane pod osobowość konkretnego czarodzieja różdżki do... niepozornie wyglądających, uroczych zwierzaków, które, wbrew pozorom, pełnią identyczną funkcję: chronią. 

poniedziałek, 20 lutego 2017

Krajowe Eliminacje do EUROWIZJI, czyli dlaczego wzrost jest ważny, a jedna piosenka ma w sobie kluski na mleku

Zawsze, gdy ktoś pyta mnie, jakiej muzyki słucham, odpowiadam, że... różnej. Przeważnie budzi to ciekawość, zdumienie bądź (częściej!) nawet irytację odbiorcy: ale.. jak to? Nie masz żadnych ulubionych wokalistów? Najchętniej odtwarzanych utworów? A ja, jak taka chorągiewka na wietrze - co usłyszę, to zapiszę, co odnajdę to zachowam. Na dodatek, w żaden sposób nie kieruję się gatunkiem muzycznym bądź typem wokalisty - na pierwszym miejscu stawiam tę, konkretną piosenkę. 

Właśnie stąd bierze się moje zainteresowanie Konkursem Piosenki Eurowizji, o którym ostatnio jest całkiem głośno, głównie ze względu na ponowne zaangażowanie Polski w to wydarzenie. Z kolei pomysł na post wpadł mi do głowy przez Krajowe Eliminacje, odbywające się w ostatni weekend (sobota, 18 lutego). Jestem pewna, że większość z Was ma o tych muzycznych zmaganiach spore pojęcie, lecz z przyjemnością przybliżę ogólny zarys konkursu niezorientowanym oraz wyrażę swoją opinię na temat tegorocznej edycji. Nie samymi książkami żyje człowiek, prawda?

wtorek, 14 lutego 2017

Ideał tkwi w szczegółach - zestawienie książkowych amantów stworzonych dla mnie

UWAGA, anegdotka! W przedszkolu uwielbiałam bawić się z koleżankami w czarodziejki Winx, które ratują świat przed złymi bandziorami i czarnymi mocami. Choć nie byłam wtedy tego w pełni świadoma, najchętniej odgrywałam rolę... (moment na znalezienie w internecie imienia owej bohaterki :D).. Bloom, zawsze porywaną przez wspomnianych już złoczyńców, na których posadę udawało nam się angażować chłopców. Następnie, w zależności od koncepcji kreujących się w głowach 5,6-latek zjawiały się moje przyjaciółki-wróżki bądź wybawiciel w postaci chłopaka z... Czerwonej Fontanny (kto nabierał się na takie nazwy?!). Prawdopodobnie wtedy, ja, jako jedna z najbardziej żądnych przygód, miałam po prostu ochotę na nieco więcej "adrenaliny" od pozostałych dziewczyn, którym wystarczały przemiany i "latanie" po drabinkach. Ale z perspektywy tych kilkunastu lat... wiem, że po prostu lubiłam być w centrum zainteresowania kolegów. I ani trochę się to nie zmieniło.

Z tą różnicą, że dzisiaj mogę wcielać się w dziesiątki innych, mniej lub bardziej magicznych ról i mieć do dyspozycji wszelkie możliwe typy kumpli, chłopaków, adoratorów. Brzmi kusząco, choć ciut... perfidnie? A jednak, skoro już mogę przebierać w środkach, którego "kolegę" dobrałabym sobie do pary, jeśli chodzi o postaci książkowe?
Skorzystam z tegoż średniowiecznego święta jakim są Walentynki, by przybliżyć Wam zestawienie moich książkowych amantów. Zapraszam na małego posta z dużym przymrużeniem oka!

środa, 8 lutego 2017

Wycieczka do skrzyni bez dna - nie potrzebujesz zaproszenia! |Biblioteczne rozważania|

Szkolna kojarzy się głównie z groźnie zerkającą, starszą panią, która ze złośliwym uśmiechem czeka na Twój, choćby najcichszy jęk - od razu zaatakuje z całą agresją. Osiedlowa w pierwszym momencie przywodzi na myśl stadko dzieciaków, czekających w kolejce do komputera i związanych z nim grami internetowymi. Z kolei w tej miejskiej, stoliki przepełnione są emerytami, odrabiającymi codzienny przegląd prasy. Każda z nich ma swoje uroki, sekrety oraz przywary. A jednak co kryje się za tymi przeróżnymi otoczkami, a przede wszystkim, co JA o nich sądzę?
Zapraszam na króciutką wyprawę po moich bibliotecznych przemyśleniach oraz do podzielenia się swoim zdaniem! :)

czwartek, 2 lutego 2017

Moira Young - Krwawy szlak: urozmaicający filmik oraz przykładowe szydełkowanie

Przeważnie, zatopieni w nużącej rutynie, nawet nie zauważamy, jak wielką rolę w naszym życiu grają przyzwyczajenia. Niektórzy odruchowo od razu po przyjściu do domu zaglądają do lodówki w poszukiwaniu kabanosów, inni nieświadomie wystukują na blacie szkolnej ławki niecierpliwe staccato, a pozostali codziennie przychodzą na przystanek autobusowy dokładnie w tej samej minucie. Dopiero w momencie, w którym dostrzegamy, że nie idziemy wytyczonym przez nas torem, coś stanęło nam na drodze (np.  brak kabanosów!), doszukujemy się przyczyny, winnych oraz sposobu rozwiązania problemu. I znów: jedne kwestie szybko wracają do normalności, z niektórymi bardzo trudno sobie poradzić bądź ot tak się od nich odzwyczaić. Skłaniając się ku puencie tej niespodziewanej myśli, w moim przypadku, niestety, zwyciężył upór oraz brak ochoty na zmianę. Z kolei, bohaterka dzisiejszej książki lepiej zniosła kłody rzucane do jej poukładanego w miarę życia. I teraz pytanie: czemu trudniej podołać? Porwaniu brata do złożenia go w ofierze przez króla czy braku myślników dialogowych w tekście powieści? Odpowiedź wydaje się być oczywista!


Korzystając z chwili wolnego czasu, spróbowałam lepiej wprowadzić Was do akcji powieści za pomocą krótkiego filmiku obrazującego początek fabuły "Krwawego szlaku":

niedziela, 29 stycznia 2017

IN-TRO-LI-GA-TOR oraz ochrona książek w postaci domowej IN-WEN-TA-RY-ZA-CJI

Na myśl o kolekcjonowaniu, od razu widzę w głowie obraz zapaleńca, który z perfekcją wymiata ze swoich drogocennych zbiorów kurz, stosując kolorową miotełkę. A mimo to.. nigdy nie wykonywałam, podczas porządków, specjalnych praktyk nad moimi książkami, bez wątpienia będącymi pokaźną kolekcją. Co się będzie człowiek przemęczał! Wychodząc z założenia, że "wystarczy przetrzeć półkę preparatem do drewna", kończyłam książkowy obrządek w 5 minut. Teraz okazuje się, że niezły ze mnie ignorant! 


Wiesz lub nie (ja nie miałam pojęcia!), ale istnieje taka profesja jak introligator. Osoba pełniąca tę rolę, może pracować w drukarni bądź oferować samodzielne usługi. Ale na czym w ogóle polega jej zawód? Introligator zajmuje się oprawianiem książek, zszywaniem ich, często także odnawianiem lub odświeżaniem starych, zniszczonych egzemplarzy. Obecnie, w związku z masową produkcją książek, często skupiającą się na ilości, pracownicy warsztatów introligatorskich rozszerzają swą działalność o oprawianie prac dyplomowych, magisterskich, grawerowanie, Nie ma się jednak co łudzić: skoro fach ten podpisuje się pod kategorię sztuki, swoje kosztuje. Jeśli chodzi o drogocenne księgi - przybrane w skórę, z wytłoczonymi, pozłacanymi literami: z pewnością powierzymy je w najlepsze ręce. Jednak częściej spotykamy się z niedociągnięciami, uszczerbkami, z którymi sami damy sobie radę. To wszystko za pomocą kilku, sprytnych trików!

wtorek, 24 stycznia 2017

Beth Revis - W otchłani: gdy "przespanie własnego życia" nabiera nowego znaczenia

Zasadnicze pytanie, które jest obecnie bardzo na czasie: lubisz zimę? Biały, puszysty śnieg - na pewno. Powrót do dziecięcych walk na śnieżki - któż nie wspomina takich chwil z uśmiechem na twarzy? (pewnie ci, którzy lądowali po takich pojedynkach z termoforem w łóżku :D) A jednak.. "ciepłych" wspomnień nie wywołują ani przemoczone skarpetki po kilkugodzinnym brodzeniu w chodnikowej brei, ani przemarzające do szpiku kości ciało, które domaga się malinowej herbatki zaraz po wyjściu za próg domu. Właśnie w takich sytuacjach, najmocniej objawia się nasza egoistyczna natura, która zarzeka się, że to na nas spadło największe z możliwych nieszczęść: trzeba wyjść po ziemniaki do warzywniaka! To teraz pomyśl, że przez własną, nieprzymuszoną decyzję lądujesz bez ubrania, w szklanej komorze kriogenicznej, w której jesteś, uwaga!, zamrażany, by przespać kilkusetletnią podróż na drugą planetę. Kilo kartofli to ciut mniejsze wyzwanie, nie uważasz?

czwartek, 19 stycznia 2017

Stosik za 19,98 - jak sprawić, by książki same do Ciebie przychodziły

Stosiki i recenzje to dwa rodzaje postów, bez których nie wyobrażam sobie mojego bloga. Podsumowania, zwłaszcza te systematyczne, miesięczne, postanowiłam porzucić, gdyż mnie nie przynosiły większych rezultatów, a dla większości z Was prawdopodobnie były wyłącznie spisem dowolnych liczb. Równie dobrze mogłabym wpisać tam 20-cyfrowe ciągi, a jedyni garstka dociekliwych zorientowałaby się, jak dobry ze mnie fałszerz. (:D). Ponadto, sport to zdecydowanie nie moja bajka (bo prawdopodobnie żaden fan sportu nie potrafi obetrzeć łyżwą połowę łydki.. :c), zatem wyścigi w liczbie stron i tak zostaną zakończone porażką. Taki los tych wybitnie uzdolnionych we wszystkich innych dziedzinach życia...

niedziela, 15 stycznia 2017

Tamora Pierce - Klątwa opali - dla fanów kolorów, morderstw i "Królowej Tearlingu"

Ile razy zdarzyło Ci się przebiec przez placyk wypełniony drepczącymi po nim gołębiami? Bądź chociażby tupnąć na jednego z nich nogą, gdy ten zbliżył się niepokojąco blisko do Twojej stopy? Na pewno zrobiłeś to przynajmniej raz, nawet odruchowo. Zatem wiedz, że właśnie w tamtym momencie, odgoniłeś istotę, która możliwe, że chciała Ci coś powiedzieć. A właściwie nie ona, tylko dusza zmarłego, która tkwi w ciele tego pospolitego ptaka. Dowiedziałbyś się o zbrodni, która zabrała w ciemną otchłań nieznanego Ci nieszczęśnika bądź, co gorsza, usłyszałbyś historię porwanego dziecka, szukającego "po drugiej stronie" swojej mamy. A tak.. skoro wolałeś zdążyć na autobus, wszystko przepadło. I żeby poznać zdolności szarych gołębi, pozostaje Ci sięgnąć po "Klątwę opali" Tamory Pierce.

czwartek, 12 stycznia 2017

Moja własna książka TAG

Witajcie! 
Przedstawiam Wam kolejny TAG, który skomponowałam wyłącznie we współpracy z moją wyobraźnią (nawet jeśli taki już istnieje, nie inspirowałam się żadnym :s). Chociaż na blogach książkowych głównie recenzuje się książki, nikt nie powiedział, że nie moglibyśmy napisać własnych powieści. Chyba, że nie ma się przysłowiowego "lekkiego pióra".. Z pomocą przychodzą pytania pomocnicze. Pomysł to już połowa sukcesu, a kto wie: może akurat odpowiedzi zainspirują nas do podjęcia literackiego wyzwania? 

piątek, 6 stycznia 2017

Postanowię na nowe... jak sobie radzić z tym, co najtrudniej pozyskać dla siebie!

Postanowienia noworoczne to wymysł amerykańskiego rynku, który próbuje wcisnąć swoim konsumentom idealne sposoby na zrzucenie kilku kilo, egzotyczną wyprawę bądź znalezienie swojej drugiej połówki? Możliwe, że coś jest na rzeczy. Co jednak stoi na przeszkodzie przeciętnemu człowiekowi, by wykorzystać tę ideę dla własnej korzyści? Nikt nie broni, by zrobić sobie, choćby na małej karteczce przyczepionej do lodówki, listy z trzema, może czterema punktami-marzeniami, które chodzą po głowie w chwilach nudy bądź jazdy autobusem. To, co uczynisz z nimi na dalszych etapach, zależy wyłącznie już od Twojej silnej woli, ale pierwszy krok do przeprowadzenia wyśnionych zmian będzie już ZA Tobą.

Piszę tego posta w chwili, gdy sama doświadczam magicznego, acz jeszcze przednoworocznego entuzjazmu, który owocuje przyspieszeniem do niechętnie podejmowanych na co dzień prac. Mnie samej trudno jest uwierzyć, że udało mi się tyle zdziałać w ciągu jednego, tak krótkiego dnia! Niby takie nic: przetrzeć kurz w KAŻDYM kącie, poukładać książki, wynieść mniej użyteczne już przedmioty, a cieszy jak stos najlepszych słodyczy! Właśnie z bardzo świeżego doświadczenia, wyniosłam kilka pomocnych trików, dzięki którym nawet najtrudniejsze oczami wyobraźni wyzwania staną się ot, małą pchełką.


Zacznij oczywiście od motywacji. Przyznam na starcie: bez niej, nawet decyzja o pójściu spać nigdy nie zostałaby przez Ciebie podjęta. Pomyśl tylko: jesteś zmęczony, masz dosyć ciężkiej harówy, czujesz, że łapie Cię przeziębienie, więc niezbędnym okazuje się wygrzanie pod ciepłą pierzynką, racja? Przedłożenie tego, na jakikolwiek inny, prawdopodobnie wznioślejszy cel uzyskasz dzięki kilku pytaniom:

Co się zmieni po osiągnięciu sukcesu? W jaki sposób uda mi się poprawić moją sytuację/życie/samopoczucie? A może pomogę w ten sposób jeszcze komuś? Ile czasu będzie kosztować mnie dojście do postawionej sobie mety, a jak długo będę mogła cieszyć się i korzystać z efektu? 

Uwierz - to działa zarówno przy postanowieniu o posprzątaniu pokoju, jak i poszukiwaniu męża!

Przydatna okazuje się też wskazówka, która proponuje zaangażować do działania bliskich, kogoś, kto, jak już wyszło wcześniej przy okazji pytań, być może również wyniesie coś z podejmowanych działań bądź po prostu gorąco trzyma za Ciebie kciuki. Poproś takiego ktosia o pomoc: w zależności od poziomu Twojego.. cóż.. lenistwa, niech albo raz na kilka tygodni subtelnie zapyta, jak idzie Ci praca nad wyzwaniem, albo też, korzystając z okazji do systematycznego zadręczania, w co drugiej rozmowie porusza gdzieniegdzie, niby przypadkiem, kwestię zrzucanych kilogramów.

Ja: Ale ona ma na tym zdjęciu poważną minę! Jakby musiała tam stać za karę!
Ktoś: A propos wagi... co słychać u Twojej? Wskazuje może ciut mniejsze liczby?
(Kulturalnie, grzecznie, idealnie!)

Gdy przekonasz już siebie, co w zasadzie jest najtrudniejszym etapem procesu, spraw, by Twój plan faktycznie mógł zostać zrealizowany. Na pewno wiesz o tym od dawna, ale nie zaszkodzi przypomnieć, że złote góry, koniec końców, istnieją tylko w bajkach, zatem pozostawmy je wśród krasnoludków, a sami ograniczajmy się wyłącznie do tego, co Twoje ręce, nogi i głowa są w stanie zrobić. Realizm, mierzalność - to te cechy zaważą o powodzeniu akcji! W związku z tym, jeśli obiecasz sobie (a przy okazji wszystkim wokół), że dziś w końcu uprzątniesz bałagan panujący w pokoju, wiedz, że mu nie podołasz. Głowa do góry - nawet Mary Poppins nie dałaby sobie rady. Natomiast jeśli stwierdzisz, że przyszła pora, by umyć okno, przeprać firanki i wytrzepać dywan... istnieje szansa (niewielka, ale trzymam kciuki)!

Największy banał, a zarazem równie dużą pomoc odnajdziesz w radzie, by jak najlepiej umilić sobie czas wykonywania założonych zadań. Musisz czytać "Cierpienia młodego Wertera"? (Współczuję! :D) Zaopatrz się w duużą paczkę krakersików z makiem bądź wafli ryżowych z dżemem. Chcesz nauczyć się grać w szachy, by zaimponować swojemu obiektowi westchnień? (Mat-fizowe atuty!) Zaproponuj wspólne doskonalenie umiejętności przyjaciółce, dzięki czemu rozgrywka od razu stanie się łatwiejsza. Nie ma czynności, która nie mogłaby stać się przynajmniej (!) do zniesienia.

Postanowienie na ten rok: nauczyć się pisania na tablicy! :D

Ja sama, by realizować zaplanowane przez siebie zajęcia, zwłaszcza te powszechne i codzienne, jak kolejność odrabiania lekcji, zaopatrzyłam się, dzięki świętemu Mikołajowi, w tablicę suchościeralną, na której mogę codziennie zapisywać sobie, co czeka mnie dzisiejszego popołudnia i na bieżąco odhaczać postępy w nauce. Zauważyłam, że takie "dynamizowanie" celu bardziej mnie motywuje, usprawniając pracę, gdyż widzę, że faktycznie nie stoję w miejscu tylko działam. Alternatywą dla długofalowych wyznań staną się kolorowe karteczki porozwieszane w różnych, charakterystycznych miejscach domu, sekretna strona w dzienniku bądź własnoręcznie przygotowany plakat na ścianie. Byle widzieć progres!

A co, gdy cała wiara i motywacja nagle się gdzieś ulotnią? Wyobraź sobie, że te kilka miesięcy, tygodni bądź nawet dni temu stałeś u podnóża Mount Everestu. Dzisiaj, chociaż potknąłeś się już co najmniej 10 razy, jesteś gdzieś w połowie drogi - przeszedłeś odległość, której niejeden nie podołał. Nie będzie dla Ciebie żadnym wysiłkiem sturlać się teraz na sam dół - przyciąganie, przyspieszenie zrobią swoje. Ale stracone metry kiedyś przyjdzie Ci odrabiać od samego początku. Trochę szkoda, prawda?

***

Trzymam kciuki za wszystkie Wasze marzenia, postanowienia i założenia - niech efekt tylko rośnie w Waszych oczach i sprawi, że ten, 2017 rok, będzie jeszcze lepszym. 365 dni już na Ciebie czeka, byś wypełnił je swoimi celami! :)


niedziela, 1 stycznia 2017

W LimoKsiążkach - nowy rok, nowy blog?

Za jedno z najfajniejszych uczuć, jakich kiedykolwiek przyszło mi doświadczać, uważam nagły przypływ motywacji, który krzyczy nam do głowy: nie marudź, tylko wstawaj i rób! Bo właśnie wtedy, faktycznie biorę się w garść, siądę i podejmę się wyzwania. Może i nie myśląc o długofalowych konsekwencjach, ale jednak - próba to próba!

W związku z nowym rokiem, 2017 (nie podoba mi się ta liczba, wolę parzyste lata :C), postanowiłam, że wrócę do prowadzenia bloga, gdyż, chociaż za jego sprawą brakowało mi czasu, bez niego brakowało mi niego samego, zatem.. z dwojga złego, przecież pouczyć można się też na przerwach, a posprzątać na zapas w ferie, nie?




Porządki renowacyjne wciąż trwają: wygląd, w mniejszym stopniu niż do tej pory, ale dalej będzie ulegał drobnym poprawkom, by móc jeszcze lepiej czuć się w tym, przyjemnym i tak, słownym świecie.

Poza tym, wszystko po staremu, choć chciałabym, by poza tekstami o literackim świecie, przepuszczać do postów promyki innych światów, w tym tego najbardziej mojego, czyli przemyśleń, kilku zdań na nietypowe, ciekawe, intrygujące mnie (mam nadzieję, że nie tylko!) tematy. Wydaje mi się, że to też składało się na problem niechętnego pisania: wyczerpanie książkowe, które sprawiało, że zwyczajnie nie wiedziałam, czym wypełnić brak weny do recenzji. W wolnym czasie, doszłam do wniosku, że przecież ja to nie tylko litery, strony i okładki. Późny wniosek, ale w samą porę.

Częstotliwość postów, na razie, niech płynie luźnym tempem, gdyż nie tak łatwo z powrotem "wprawić się" w blogową rutynę, wierzcie mi! Z czasem popracuję i nad tym, obiecuję. :)

Póki co, pozostaje mi życzyć Wam wszystkiego co najlepsze, w tym nowym roku - niech zadowolenie z życia napędza Waszą motywację, energię do działania, a te z kolei prowadzą do radości z każdego dnia. I tak w koło Macieju! 

Do przeczytania! :)