poniedziałek, 10 lipca 2017

W. Bruce Cameron - Był sobie pies: różowe okulary na psim nosie

Nazywam się Bailey Bailey Bailey Bailey. Każdy kto usłyszał to zdanie siedząc na wygodnym, kinowym fotelu bądź w domowym zaciszu YouTube'a, zapewne pomyślał, że będzie miał do czynienia z kimś nadpobudliwym. Co najmniej! Ten mały ktoś mógłby machać bez końca ogonem, skakać na każdego, kto popadnie i każdą ludzką atencję, odwzajemniać chociażby 10 razy mocniej.


Narratorem książki jest, co można bardzo łatwo wywnioskować już po pierwszych stronach, czworonożny przyjaciel człowieka - pies. Trudno jednak jednoznacznie powiedzieć kim jest, jak się wabi, gdyż to wszystko zależy od tego, kto stanie się jego właścicielem oraz wśród jakich ludzi będzie dorastał. A za każdym razem, zyskuje zupełnie nowe otoczenie, wszystko jest zupełnie nowe. Pewne pozostaje jedno: sięgając po tę książkę, poznasz los jednego, niezwykłego psiaka i przejdziesz z nim przez wszystkie jego życia. Bo na jednym przecież nie może się skończyć.

Na pewno do wyróżniających powieść zabiegów zalicza się "reinkarnację" naszego narratora, czyli przeżywanie życia na nowo, w kółko i wciąż. Choć urozmaica to historię o nowe poziomy, zahaczające o siebie, aczkolwiek biegnące raczej innymi torami, nie wywołały we mnie tak ogromnych emocji: zaskoczenia, zaintrygowania, jak wywołać powinny. Prawdopodobnie stało się tak za sprawą medialnego szumu, szepczącego ze wszystkich stron do ucha, o czym jest historia z "Był sobie pies". Najzwyczajniej w świecie zabrakło tajemnicy, elementu budowania napięcia: ukochany zwierzak staje twarzą w twarz ze śmiercią, czytelnikowi łzy cisną się do oczu, przewracasz kartkę i... on żyje! Cóż za niespodzianka!
A tak, co najwyżej z ciekawością czekamy, do jakiej rasy dołączy bohater. Ale w tym niestety nie tkwi aż taka ekscytacja.

Na tle historii i emocji z nią związanych, kwestia języka pozostaje na dosyć przeciętnym poziomie. Książkę, nie powiem, czyta się przyjemnie, aczkolwiek do od bogatego tekstu w dalszym ciągu dzielił ją spory stopień. Chociaż skupiając się na treści, opowiadanej, barwnej historii, nie przywiązywałabym do słownictwa, stylistyki AŻ takiej wagi, jak w przypadku książki, która fabułą nie powala, myślę, że ten element autor mógł jeszcze dopracować. O ile momentami byłam tak pochłonięta tym, co się dzieje, psią perspektywą bądź opisem codziennych zwyczajów czworonoga, o tyle zdarzały się pojedyncze momenty, naprowadzające moje myśli na książkę stworzoną wyłącznie na potrzeby filmu. A przecież to wersja papierowa to pierwowzór! Zatem rada na przyszłość: Bruce, do roboty!

Za to narratorowi, wcielającemu się w różne rasy piesków, nie brakowało ani pogody ducha, ani optymizmu, dzięki którym od razu udzieliła mi się wobec niego spora dawka sympatii. Po kilku stronach lektury tak żywych, naturalnych opisów, miało się ochotę samemu rzucić wszystko i pobiec na leśną polankę bądź nad stawik z pływającymi kaczkami. (Tak odzywa się hipis w poważnym człowieku!). Bardzo motywującym okazało się to, że nasz Bailey został zaopatrzony w cząstkę różowych okularów, pozbawianych większości ludzi. Niezależnie od tego, w jakiej sytuacji się znajdował, on po prostu wiedział, jaki ma cel i jak do niego dążyć: znaleźć swojego pana, być przy nim ponad wszystko.

Jeśli wydaje Wam się natomiast, że książka ta z pewnością nie sięga po żadne odkrywcze wnioski bądź stanowi co najwyżej średniej jakości zapychacz na półkę, pamiętajcie, że sedno tej książki nie pozostaje głęboko ukryte pod warstwą dosłowną. Dla mnie, istotę stanowiły wszystkie te malutkie i większe doświadczenia, drobne lekcje, przeżywane przez naszego bohatera każdego dnia, pośród wielu ludzi, innych psów czy też zupełnie innych stworzeń. Miał w sobie ogromne pokłady takiej dziecięcej ciekawości poznawczej, a jak wiadomo, od dzieci potrafimy się sami wiele nauczyć. Stąd też "Był sobie pies" niekiedy otworzy oczy na coś tak oczywistego, że aż dziwne, żeśmy sami na to nie wpadli.

Natomiast aspekt uzupełniający, który sprawi, że zapamiętam tę książkę na jeszcze dłużej, to dwa egzemplarze owej powieści. Dostałam je w ramach wygranego konkursu na jednej ze stron internetowych i nie posiadałam się z radości, gdy najpierw listonosz przyniósł kopertę z wersją przedpremierową, "recenzencką", a kilka dni później dotarła do mnie także ta pozycja w wydaniu oryginalnym, premierowym. Może stanowi to i drobny detal, ale jednak powiązany z bardzo miłym prezentem, zwłaszcza, że się go zupełnie nie spodziewałam. Dla ciekawskich dopowiem, że od razu musiałam oczywiście porównać obie książki i, stety niestety, doszłam do wniosku, że wewnątrz różnią się minimalnie, a w największym stopniu odmieniła się okładka: zyskała ciekawszą w dotyku fakturę, postanowiono również skorygować fotografię przy opisie.

"Był sobie pies" to baśń z życia wzięta: czaruje, hipnotyzuje i ogrzewa naraz. Jednocześnie sprowadza na ziemię, dając jasne, acz niewyraźne na co dzień sygnały: miłość może przybrać każdą postać. Raz stanie się odważnym owczarkiem niemieckim, innych odwiedzi pod postacią niepewnego kundelka, a do Ciebie może przyjść jako radosny golden retriever. 


Liczba stron: 392
Tłumacz: Edyta Świerczyńska
Wydawnictwo: Kobiece
Cena okładkowa: 39,90 zł
Cena nabycia: --- (konkurs)

Więcej zdjęć:

***
A tu jeszcze malutkie porównanie egzemplarza recenzenckiego z egzemplarzem finalnym. Dla mnie, prostego człowieczka, nieprzyzwyczajonego do takich ekscesów, jak już wspomniałam, była to naprawdę ogromna radość, a przede wszystkim świetna niespodzianka. Stąd też, pomyślałam, że w ramach gratisu do recenzji, podrzucę te dwa zdjęcia. :)


Okładka książki dla recenzentów jest wykonana z połyskliwej tekturki, natomiast ta do sprzedaży pokryta już takim przyjemnym w dotyku materiałem, jakby delikatnym futerkiem (wiecie, o co chodzi). Największą różnicę widać na odwrocie: mamy inne fotografie filmowe oraz, oczywiście, widnieje napis "egzemplarz recenzencki". 

***


14 komentarzy:

  1. Czytałam tę książkę i zauroczyła mnie. Piękna lektura która wzrusza i rozśmiesza. Doskonała pod tym względem!

    Dołącz do wymiany pocztówkowej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka bardzo intrygująca. Jestem ciekawa, jakie emocje wzbudziłaby u mnie. Chyba się w nią zaopatrzę. :)
    MÓJ BLOG - KLIK!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet moja polonistka poleca "Był sobie pies", więc chyba naprawdę muszę ja przeczytać!

    P.S. Nominowałam cię do Tagu http://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com/2017/07/jestem-hejterem-book-tag.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz! :D

      Dziękuję ślicznie. :)

      Usuń
  4. Czytałam, gdy książka była jeszcze pod starym tytułem i... było miło, ale osobiście nie uwielbiam :) Ale jako lektura na jeden dzień mi się sprawdziła, zwłaszcza, że dałam za nią chyba 5zł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja w sumie nie słyszałam o tej książce nigdy wcześniej, ale za 5zł zawsze można zaryzykować. :D

      Usuń
  5. Czytałam, cudowna książka, okładka również, najbardziej podoba mi się ten milutki materiał i błyszczący nosek pieska z okładki:)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Było sobie pies" stoi na mojej półce już od ładnych paru miesięcy. Aż wstyd powiedzieć, że jestem typową psiarą i jeszcze nie przeczytałam tej pozycji. Koniecznie muszę nadrobić w te wakacje,a dzięki twoim miłym słowom nabrałam ogromnej ochoty na merdającą historię.
    Pozdrawiam!
    mariadoeseverything.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Merdająca historia - super określenie! :D

      Usuń
  7. Czekam na dobry czas, by kupić tę książkę, bo na razie nie mam niestety pieniędzy. Podoba mi się Twoja recenzja :D

    Pozdrawiam serdecznie,
    Tori Czyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieniądze to zawsze największy problem.. :C
      A dziękuję bardzo! :D

      Usuń

░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░

Będzie mi bardzo miło, jeśli skomentujesz ten post.
Proszę, byś wcześniej jednak go przeczytał/a bądź przynajmniej przewertował/a wzrokiem. :)

Zależy mi na szczerych opiniach, pytaniach, wątpliwościach i komentarzach. Możesz zostawić link swojego bloga - ale przede wszystkim przekaż mi swoją, wartościową ocenę.

Nie masz pomysłu na ciekawy komentarz? Napisz:
→ czy czytałeś/aś książki, o których piszę w poście?
→ czy owe lektury Ci się spodobały?
→ czy masz ochotę je przeczytać?
→ czy podoba Ci się pomysł na post?
→ czy przyjemnie czytało Ci się napisany przeze mnie tekst?
→ czy masz inny pomysł na post, który by Cię zaciekawił?
→ co będziesz czytał/a w najbliższym czasie? (albo co czytasz teraz?)
→ jak Ci mija dzień? :)
→ co słychać na Twoim blogu?



Z góry dziękuję za każde zdanie - dzięki nim mam szansę pracować nad swoimi!

░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░